Ikea to nie firma, to stan umysłu – szwedzki serial obyczajowy

Wspólna matka, czy wspólny ojciec – niezależnie od koligacji polszczyzna raczy nas wspólnym określeniem „przyrodni”. Niestety Brückner etymologii nie podaje, a szkoda, bo bez niej słowo to nad wyraz trąci przyrodzeniem, a tu już robi się dziwnie, bo przecież nie tylko mężczyzna i jego eufemistyczne genitalia odpowiadają za dodatkowe potomstwo. Chociaż pewnie statystycznie częściej to panowie majstrowali na boku – kobiecie raczej trudno byłoby ciążowy brzuch zamieść pod dywan i ogłosić 20 lat później, że tak w ogóle to jest Henry, wasz brat, smacznego, nakładajcie ziemniaczki, zanim wystygną.

Tak czy inaczej słowo to średnio fortunne, bo trochę przy rodzinie a trochę przyrodzony, czyli ani świnka ani morska. Choć w języku angielskim jest jeszcze gorzej – jak od ojca to step-sister, ale jak od matki to half-brother. Czyli albo masz siostrę o krok albo brata na pół.  A rodzice? Ojczym? Albo macocha, która po obowiązkowej lekturze Kopciuszka już na zawsze zrymuje się z „nie kocha”.

Szwedzi, oprócz talentu do projektowania mebli, mają też silną potrzebę politycznej poprawności, więc żeby uniknąć niefortunnych etykiet, wszak rodzina grząski grunt, postanowili nazywać dodatkowych członków rodziny (zarówno rodzeństwo, jak i rodziców) jako bonusowe. Ożeń się z panią, a dzieci dostaniesz gratis. Jak widać IKEA to nie firma, to stan umysłu.

„Bonusfamiljen”, czyli taka właśnie bonusowa rodzina to kapitalny szwedzki serial o rodzinie patchworkowej.

Patrik i Lisa w nowy związek weszli nie tylko z entuzjazmem, ale i dziećmi. Oboje mają 10-letnich synów, którzy mogli by się uwielbiać, już ze względu na wspólny wiek, gdyby nie fakt, że się akurat nienawidzą. Jeden mały-dorosły, oczytany, zadbany niczym brytyjski dżentelmen, mądry, grzeczny i zrównoważony, a drugi krzykliwy nieuk, wulgarny, niecierpliwy, w zadartej czapce z daszkiem. Do kompletu jeszcze szesnastoletnia córka, która matczyną próbę rozmowy o hipotetycznym seksie ucina krótkim „luz, zabezpieczamy się”, tatuś-nieudacznik, który nie pogodził się z utratą żony i miota pomiędzy fizys macho i psychiką maminsynka, babcia i jej głęboko skrywana lesbijska miłość oraz na deser, w roli ex-żony, zimniejsza niż fiord i precyzyjna do bólu kobieta sukcesu. Ich poplątane życiorysy pokazane są z kilku perspektyw pierwszoosobowych oraz w ramach narracji post factum, podczas wizyt u psychoterapeuty, gdzie na terapii Patrik i Lisa starają się rozwiązywać aktualne problemy rodzinne i zapobiegać przyszłym (i znów – jakie to uroczo skandynawskie). Słucha ich nie jeden terapeuta a para, małżeństwo z wieloletnim stażem, które tworzy poboczny, ale również ciekawy wątek – cienka jest bowiem granica ich przywiązania i wieloletniej goryczy, podlewanej strumieniem wyrzutów i logicznych, chłodnych kontrargumentów. Ich kłótnie są tak spokojne, wyważone i eleganckie, że gdyby oglądać serial nie znając języka, można by uznać, że omawiają listę zakupów.

W całym serialu sporo jest złości, żalu, braku zrozumienia, zadawania sobie bólu – jak to w rodzinie niestety – ale jedocześnie nie brakuje humoru, takiego nienachalnego, inteligentnego dowcipu słownego, czasem sytuacyjnego, z dystansem i uniesieniem kącików bardziej niż rechotem, ale dzięki temu mimo że główną bohaterką jest tu tak naprawdę złożona psychika człowieka (jak to w skandynawskie kinie), to całość można określić jako lekką, spokojną (zupełnie nie jak w skandynawskim kinie).

To inteligentna rozrywka, ale – co rzadkie – wolna od morderstw, traum i innych głęboko zapadających w pamięć dramatów, które odbierają sen na długie miesiące. Będąc w ciąży szukałam ciekawych lektur, filmów czy seriali, ale spokojnych właśnie, obyczajowych, a które jednocześnie nie będą papką spod znaku M jak masakra.

I okazało się, że niestety repertuar bardzo szybko się wyczerpuje i nawet z pozoru niewinne tytuły zawsze w końcu mają w szafie trupa. Nastała era mrocznych dramatów, brutalnych kryminałów, thrillerów, horrorów i zimnych psychopatów, dlatego takie perełki jak Bonusfamiljen tym bardziej cieszą – z brzuchem i bez, bo ciąża już za mną, a ochoty na ciężką kulturalną depresję jakoś nadal nie mam.

Serial można oglądać na platformie Netflix w oryginale, po szwedzku, z napisami szwedzkimi (prawdziwa gratka dla uczących się języka!), angielskimi, niemieckimi lub polskimi oraz w niezłym dubbingu niemieckim.

 


 

INEZ

Literaturoznawca, tłumaczka, przyszły automatyk. Debiutuje w roli mamy, więc rozpiera ją energia. Zamiast kawą nakręca się entuzjazmem i uśmiechem córeczki. Stworzyła tę przestrzeń dla rodziców, którzy tak jak ona poczuli, że potrafią, i chętnie podzielą się swoimi małymi wielkimi sukcesami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *