Powieść kobieca, nie babska

„Dopiero w nocy przenoszą ją na salę wieloosobową. Tam wcale nie jest lepiej, w korytarzu przynajmniej nikt nie chrapał, tylko tętno dziecka pulsowało nagłośnione w monitoringu. I przy nim choć trochę pospała, bo to miarowe, sama chciałaby, żeby jej tak równo serce biło. Teraz nie da rady zasnąć, baby ciężarne leżą wniebogłosy.”

[…]

„Waga dwa tysiące pięćset sześćdziesiąt gramów, czyli mało, wzrost pięćdziesiąt jeden centymetrów, czyli w normie, czyli bardzo w normie, bo dzieci Jeremiego zawsze długi i chude, przynajmniej za młodu. Gen długości to po nim, gen urody pewnie też, choć na razie synek wydaje się Beacie szpetniutki.

Od tego wszystkiego trochę jej się w głowie mąci. Przez chwilę myśli: ‚Wcale do mnie niepodobny. A jeśli to nie moje dziecko? Jeśli Jeremi mnie zdradzał?'”

Tak się zaczyna ostatnia, kapitalna powieść Wojciecha Kuczoka pt. „Czarna”, najbardziej kobieca z jego książek i tą kobiecością swoją ustawiająca poprzeczkę literaturze obyczajowej, z miłością, rodziną, romansem i rodzicielstwem w rolach głównych. Można napisać coś życiowego, choć to wersja emocjonalnie i fabularnie momentami dość ekstremalna (ale w swoim ekscesie nie odbiegająca od tego, czym codziennie karmią nas brukowce – shit happens, for real), można to wszystko zmieścić na 240 stronach i nie osunąć się w niskie tony. Bo kobieca to nie to samo co „babska”. Jak się okazuje można napisać inteligentnie, trochę cynicznie, trochę ironicznie, na pewno z humorem i polotem, z kilkoma wyrazistymi bohaterami, a jednocześnie bez postmodernistycznej maniery słowotoku, bez nadmiaru filozofii, modnych pojęć i nachalnego zaangażowania. Kobieca w tym sensie, że historia jest osnuta wokół kobiet, ich psychiki, potrzeb, wyborów i potencjału, ale napisana przez mężczyznę i mężczyznom jak najbardziej godna polecenia. Jest seks, jest i zbrodnia, znajdzie się i kara, a jednocześnie jest codzienność, dzieci, zdrada, upokorzenie, potrzeba miłości.

Kuczok jak zwykle pokazał, że z tą samą latarką na czole, z którą pasjami penetruje polskie jaskinie, lubi też wchodzić w głąb ludzkiej psychiki, przyglądać się osadom emocji, odpryskom doświadczeń, kumulacjom napięć.

Czarna to małe miasteczko, na tyle małe, żeby wyrzut sumienia się emancypował i skradał za człowiekiem pod płaszczem sąsiada, matki, nauczycielki w szkole. Na tyle duże, żeby można się było pogubić. Na tyle typowe, że jak burmistrz, to na granicy afery rozporkowej, jak samotna nauczycielka to musi romansować z ojcem ucznia. A jednak nic tu nie będzie oczywiste – tak jak nieoczywisty jest język Kuczoka, którym się bawi, który obraca w palcach i smakuje z lubością poznającego świat dziecka:

„Krzątanie jest obowiązkiem, gadanie jest przywilejem. Stąd powiedzenie „gadka szmatka”: chodzi o to, żeby ze szmatą w ręku nie milczeć, bo jak człowiek ze szmatą w ręku nie ma prawa do nikogo zagadać, czuje się zeszmacony”.

albo:

„Nazajutrz śpią do południa, bo uzbierało im się niewyspań”.

albo:

„Mam katar, bo mnie ciągle rozbierałeś. Kicham cię”.

I tak by można długo. W zasadzie ma jedną tylko wadę ta powieść – to jedna z tych książek, które kończą się o wiele za szybko, niestety.

Bardziej niż polecam.

 


 

INEZ

Literaturoznawca, tłumaczka, przyszły automatyk. Debiutuje w roli mamy, więc rozpiera ją energia. Zamiast kawą nakręca się entuzjazmem i uśmiechem córeczki. Stworzyła tę przestrzeń dla rodziców, którzy tak jak ona poczuli, że potrafią, i chętnie podzielą się swoimi małymi wielkimi sukcesami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *