Ratuj się kto może, czyli jak z batalii o karmienie wyjść obronnym sutkiem

Podczas sekretnej lektury i ukradkowych seansów „Zmierzchu” z czułością myślałaś o wampirze, ale gdy zamiast romantycznie kąsanej szyi masz wiecznie poranione sutki, masz ochotę chwycić go za pieluchę i warknąć „Pattison, nie tak się umawialiśmy”. Ale nie warkniesz, bo to jednak Twój mały słodki wampirek, a poza tym usta masz zasznurowane bólem.

A może żadnej krwi i żadnych ran, tylko pierś wyssana, wyciumkana, wymemlana do granic, aż szczypie od tej wątpliwej mieszanki śliny, powietrza i długich godzin?

Jest też inny scenariusz – sutki Twoje nasłuchawszy się złowrogich przypowieści o mlekiem płynącym cycu po kolana, postanowiły się skurczyć, zgarbić i nie wychylać, taka klasyczna postawa uczniów przed wywołaniem do odpowiedzi, zwana również „głowa w torbę”. I tak się skutecznie pochowały, że się dziecku z buzi wymykają i z karmienia nici?

Na siódmy dzień po porodzie, kiedy wreszcie nadszedł nawał, mimo pięknego tygodnia udanej laktacji, nagle Igunia zaczęła wypluwać prawą pierś. Płacz, bo nie może zjeść, więc wciskam jej, wpycham, z jednej strony, z boku i z podskoku, nic, walka, sutek zmasakrowany, zęby zaciśnięte, cycek zaraz od nadmiaru wybuchnie. Myślałam, że kanały niedrożne, więc masaż, gorący prysznic, mąż ssący i wszystko na nic i tylko bół, pot i łzy. I kiedy już stwierdziłam, że nie dam rady, że zrezygnuję, że pieprzę takie poświęcenie, że mleko z proszku cud techniki i niech mi wszyscy dadzą święty spokój, wtedy właśnie, na szczęście nasze i udanej diety, przyszła położna środowiskowa.

Rzuciła okiem, zawyrokowała, że to sutek taki właśnie zbyt nieśmiały i w fontannach mleka skąpany się ślizga, w pyszczku nie może utrzymać.

– Mąż, leć po nakładki! – zakomenderowała i poszła. Mąż poleciał i przyniósł prawdziwy cud techniki – silikonowe nakładki ochronne na piersi. Przezroczyste, delikatne, nadające piersi odpowiedni dla dziecka kształt. I jak ręką odjął – ból minął, cycek miał szansę się wykurować, dziecko najedzone.

Nagrodę Nobla dla tych, którzy wymyślili te nakładki, pokojową, a nawet sypialnianą i kuchenną, bo nagle w całym domu znów zapanował spokój.

Minęły dwa miesiące i nakładek nadal używam, choć nie cały czas – jeśli szykuje się dłuższa konsumpcja, jeśli pozycja nietypowa, ale też na wyjściu czy podczas wizyty znajomych, bo jednak „turbocycek”, jak go pieszczotliwie nazywam, nieco zasłania sutek, minimalizując pornograficzne efekty przy publicznym karmieniu.

Dziecko nie ma problemu z wymiennością (raz z, raz bez). Nakładka nie hamuje ilości pokarmu, nie pogarsza jakości karmienia, zwie się MEDELA i dostępna jest w trzech rozmiarach w zależności od naszych wymiarów (S, M i L), z plastikowym etui, para za ok 30zł (w salonach SMYK, ale też niektórych aptekach).

Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale silikon zmienił życie mojego biustu 😉

 


 

INEZ

Literaturoznawca, tłumaczka, przyszły automatyk. Debiutuje w roli mamy, więc rozpiera ją energia. Zamiast kawą nakręca się entuzjazmem i uśmiechem córeczki. Stworzyła tę przestrzeń dla rodziców, którzy tak jak ona poczuli, że potrafią, i chętnie podzielą się swoimi małymi wielkimi sukcesami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *